Blog użytkownika
Piątek [20.02.2009, 13:51]
twoja wiara.
W związku z wczorajszymi wypocinami niejakiego Mediolana na temat inteligencji (a właściwie jej braku) osób niewierzących postanowiłem przytoczyć fragmenty artykułu p. Mariusza Agnosiewicza, który ukazał się swojego czasu w FiM a dobitnie pokazuje, kto za brak rzeczonej powinien się czerwienić.
"Grupa profesorów z Wielkiej Brytanii i Danii ogłosiła wyniki międzynarodowych badań ukazujących związki religijności, poziomu inteligencji oraz wykształcenia. Pomijając czynniki kulturowe, okazało się, że w krajach bardziej rozmodlonych mieszkańcy mają niższe IQ. Nie dlatego, że ateizm sam w sobie rozwija, lecz dlatego, że kraje religijne tłumią rozwój wiedzy i inteligencji uważa Lynn.
Aż 96,7 proc. członków Royal Society, najbardziej elitarnej brytyjskiej placówki naukowej, to ateiści i agnostycy. W społeczeństwie brytyjskim ateistów i agnostyków jest jedynie 31,5 proc. Amerykanie są bardziej religijni tylko 93 proc. członków amerykańskiego odpowiednika Royal Society to ateiści i agnostycy.
Badanie Lynna objęło analizę 137 krajów i pokazało związek między religijnością a inteligencją. Im mniej inteligentni mieszkańcy danego kraju, tym bardziej rozmodleni. W pierwszych 69 krajach, gdzie mieszkańcy najsłabiej wypadają w testach na inteligencję (od 64 do 86 pkt), odsetek niewierzących wynosi średnio 1,95. W następnych 68 krajach o najwyższych wynikach testów na inteligencję (od 87 do 108 pkt) odsetek niewierzących wynosi 16,99.
Historyk idei Paul K. Conkin pisał: W dzisiejszych czasach im wyższe ktoś ma wykształcenie lub lepsze wyniki testów inteligencji bądź osiągnięć akademickich, tym mniej prawdopodobne, że jest on chrześcijaninem. W jakiejś przynajmniej części potwierdza to więc opinię Giordana Bruna, że religia jest uproszczoną wersją filozofii dla mas.
Gdyby papieże nie znali tej prawdy oczywistej, nie przestrzegaliby przed samodzielnym myśleniem. Tak jak Leon XIII, który w encyklice Tametsi futura prospicientibus z l listopada 1900 roku nakazuje wiernym: Niech będzie to rzeczą pewną, że w życiu chrześcijańskim umysł powinien się poddać całkowicie i dogłębnie autorytetowi Bożemu. A jeżeli w tym poddaniu rozumu autorytetowi duma umysłu, która posiada w nas taką siłę, odczuwa przymus i cierpi z tego powodu, to wynika stąd tym bardziej, że chrześcijanin powinien uginać się nie tylko w pokorze woli, ale również w wielkiej pokorze umysłu (...), a więc rozum nasz powinien, pokornie i wiernie, uginać się w posłuszeństwie Chrystusowi do tego stopnia, aby uważać się za niewolnicę wobec jego boskości i władzy.
(...) Polska ze swoją dewocyjną religijnością nie zdobędzie niestety wyróżnienia ani w konkursie moralności, ani inteligencji, ani też wiedzy i nauki. Inne badanie Human Development Report 2004 ukazywało odsetek półanalfabetów w rozwiniętych krajach. Mianem półanalfabetów w rankingu tym określeni zostali ludzie, którzy wprawdzie potrafią czytać i pisać, ale nie przekłada się to na umiejętność praktycznego tego zastosowania: mają duże problemy ze zrozumieniem tekstu, mogą mieć problemy np. ze zrozumieniem zwykłych instrukcji sprzętów AGD. Według danych OECD, wypadamy tutaj przerażająco niemal połowa społeczeństwa polskiego to półanalfabeci (42,6 proc.; dla porównania: Szwecja 7,5 proc., Norwegia 8,5 proc., Dania 9,6 proc., Holandia 10,5 proc., Niemcy 14,4 proc., Czechy 15,7 proc.), czyli ludzie zupełnie nieprzystosowani do społeczeństwa informacyjnego. Skala alfabetyzacji została w tych statystykach podzielona na 5 poziomów. I poziom półanalfabeci; II poziom mają duże problemy z czytaniem ze zrozumieniem (35 proc. społeczeństwa polskiego); III poziom miewają problemy
z czytaniem ze zrozumieniem (20 proc. Polaków); IV/V poziom potrafią biegle czytać ze zrozumieniem nawet skomplikowane teksty (jedynie 3 proc. Polaków! Dla porównania na tym poziomie jest 21 proc. Amerykanów i aż 32 proc. Szwedów).
(...) W obliczu tak wysokich wskaźników półanalfabetyzmu i faktu, że polskie społeczeństwo nie czyta, a jak czyta, to bardzo często nie rozumie mniej dziwi nas, że w Europie dzierżymy wątpliwą palmę pierwszeństwa w bezrefleksyjnej religijności i łatwości ulegania kultom jednostki. Ponury ten fakt cynicznie prezentowany jest jako rzekomy skarb duchowy narodu. Problem w tym, że po oświeceniowej dewaluacji stał się on balastem utrudniającym rozwój społeczny.
Cóż warte jest to nasze modlenie, skoro nie jesteśmy lepsi niż ci, którzy tego nie praktykują? Na szczęście coraz więcej Polaków ma okazję doświadczyć różnic między Polską oraz bezbożnymi krajami Zachodu. Wielu z nich zaczyna dostrzegać, że nasza religijność nic nie daje."
komentarze
Środa [24.09.2008, 15:26]
Cały czas jesteśmy epatowani pewnym kłamstwem, któremu na imię Kościół. Kościół to, Kościół tamto, Kościół żąda, Kościół odzyskał, Kościół został zaatakowany, to walka z Kościołem. A co to właściwie jest ten Kościół? Czy Kościół to Wierni? W pewnym sensie tak. Ale tu nie o ten Kościół chodzi.
Kościołem w Polsce nazywani są przede wszystkim Duchowni rzymskokatoliccy. To sfora wiecznie głodnych, pazernych facetów wystrojonych w sukienki, niekiedy w debilnych kolorach z idiotycznymi wzorkami, oraz panienki bardziej bezpłciowo się noszące. To ci ludzie mienią się Kościołem. To Oni są beneficjentami wszelakich apanaży. To Oni wyłudzają od Państwa ziemię, budynki i kasę oraz spijają całą śmietankę. Nie prawdziwy KOŚCIÓŁ, czyli ogół wiernych, tylko ca. 27 tys. zwykłych bandytów! To przecież jakieś 0,07% populacji! Czy my wszyscy powariowaliśmy? Flaszka-Głódź żąda Parku Oliwskiego. A paszoł won, złodzieju! Zarób sobie!
I tak powinniśmy postąpić ze wszystkimi sukienkami, używając jakże popularnego zwrotu: PASZOŁ WON!
komentarzy
Środa [ 3.09.2008, 9:52]
Nasz ukochany Ojciec Narodu, nasze Słoneczko i Przyszłość nasza ma otrzymać nowy telefon komórkowy. Ma on Mu umożliwić prowadzenie zaszyfrowanych rozmów II stopnia (za cholerę nie wiem, co to znaczy). Do dziś, biedaczysko, korzystał (ciekawe przy czyjej pomocy?) z ośmioletniego rzęcha. Zapewne bardzo się cieszy na tą okoliczność. Zachodzę jednak w głowę, czy da sobie radę z mówieniem przez te cacko że o włączeniu i jakichś tam kodach już nie wspomnę.
komentarzy
Czwartek [28.08.2008, 9:36]
Po wielu bojach do szkół ponadgimnazjalnych wkracza etyka. Jako zamiennik religii. W wydaniu minister Hall zamiennik tylko pozorny, bo nauczana będzie jedynie etyka... katolicka. Zamienił stryjek...
Przyszła kryska na ateistę. Będzie się uczył etyki. Oczywiście, tylko tej jedynie słusznej. Nawet nie dlatego, że jest najsłuszniejsza. Po prostu według MEN, żadnej innej nie ma.
Jedyny podręcznik do etyki, jaki zyskał akceptację świątobliwych urzędników ministerstwa, jest autorstwa ks. prof. Andrzeja Szostka. Ucznia Karola Wojtyły, byłego prorektora i rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (1998-2004), kierownika Katedry Etyki, redaktora czasopisma Ethos, członka Papieskiej Akademii Pro vita. Od 2006 roku także radnego generalnego Zgromadzenia Księży Marianów. Cokolwiek miałoby to oznaczać, wystarcza za rekomendację. Profesor jest mile zaskoczony, ale od razu protestuje przeciwko traktowaniu etyki jako konkurencji dla religii. Uznaje to za wysoce niefortunne, bo sugeruje, że dla religii etyka jest alternatywą, co jest kompletną bzdurą. Etyka znajduje rozwinięcie w teologii. Zatem sama, bez teologicznej otoczki, jest ułomna. Na razie ten punkt widzenia podziela jedynie minister Hall. Minister Kudrycka się ociąga. Wyraźnie za długo była w Parlamencie Europejskim i nie do końca rozumie niuanse polskiej nauki.
Zwycięskie Pogadanki z etyki są zbiorem tekstów pisanych na zlecenie katolickiego tygodnika Niedziela i wydanych w jego bibliotece w 1993 roku. Na 234 stronach formatu 110x180 omówionych jest 36 zagadnień z zakresu etyki (m.in. czyn, norma moralności, godność osoby ludzkiej, dobroć i słuszność, prawo naturalne a prawo pozytywne, sumienie a prawda, cnoty kardynalne i teologiczne, wady, aborcja, zapłodnienie in vitro, klonowanie, eutanazja). Już sam dobór i sformułowanie wielu problemów dowodzą katolickiego ducha. Inne są w nim interpretowane. Autor, choć odżegnuje się od tego, nie przeczy jednak, że poświęca sporo miejsca personalistycznej wizji człowieka rozwijanej przez Karola Wojtyłę, notabene profesora etyki. Z czego oczywiście wypływa określone stanowisko dla takich zjawisk jak aborcja czy eutanazja.
Bądźmy spokojni, czy raczej niespokojni dla wszystkich innych także. Dzięki minister Hall Pogadanki z etyki osiągną nakład przynoszący kasę. Będzie z nich bestseller w dosłownym znaczeniu tego słowa. Gdyby zbyt mało uczniów wybrało taką etykę, podręcznik poleci się na inne lekcje. Wszak pasuje do wszystkiego. O czynach etycznych warto mówić na lekcjach wychowawczych, przeciwstawiając je społecznym. O wadach, a raczej ich korekcji na wf. O prawie naturalnym nawet na przerwach. Z nauczycielami też problemu nie będzie. Wprawdzie obecnie w polskich szkołach pracuje tylko 130 etyków, ale po to etyka będzie katolicka, żeby ją prowadzili katecheci. Jest ich na garnuszku państwa 27 tysięcy. Wreszcie skończy się czcza gadanina, że biorą pensje nie wiadomo za co. Z dnia na dzień zostaną szanownymi nauczycielami etyki. Nie muszą się dokształcać, żeby wiedzieć, że aborcja to zbrodnia gorsza od wojny światowej, a nawet dwóch. Nie należy przestrzegać prawa sprzecznego z boskimi nakazami. Godność osoby ludzkiej dotyczy bezgrzesznych zygot w stopniu bez porównania większym niż grzesznych kobiet. Zapłodnienie in vitro jest niedopuszczalne, gdyż wymaga onanizmu i oddziela akt poczęcia od aktu miłości małżeńskiej. Etycy mogliby mieć wątpliwości albo nawet inne zdanie. Wszak etyka to w III RP tylko ułomna siostra katechezy.
(Za FiM i J. Senyszyn)
komentarzy
Środa [30.07.2008, 10:58]
Rozdrapali. Każdy weźmie po 9 baniek z okładem i już.
A tak było fajnie. Adrenalina aż kipiała. I znowu nic. Ale kiedyś przyjdzie ten moment, że i ja dostanę zawału przed ekranem.
Skoro jednak jest tak ogórkowo i wakacyjnie to zadam jedno pytanie. Czy ktoś z szanownych Koleżanek i Kolegów zastanawiał się kiedyś nad czymś takim:
Dlaczego wszystkie liczby w LOTTO są podkreślone, by zaznaczyć, gdzie jest ich dół, poza dwoma: 6-ką i 9-ką. Pod tymi cyframi są kropki (jakby nie można było też ich podkreślić). Spisek jaki czy co?
komentarzy
Środa [ 9.07.2008, 12:52]
Biotechnologia jest obecnie jedną z najważniejszych gałęzi nauki. Niestety jest z nią jeden wielki problem: nie po drodze jej z zabobonami głoszonymi przez szacownych teologów
Medycyna regeneracyjna z potencjalnie wręcz fantastycznymi możliwościami, które można by odkryć dzięki intensywnym badaniom, to coś takiego jak najbardiej niesamowite cuda ozdrowieńcze Kościoła. Różnica polega na tym, że nauka oferuje je każdemu a Kościół jedynie wierzącym i to jako opowiastkę ku pokrzepieniu serc. Najnowsze techniki medyczne coraz bardziej bezceremonialnie wkraczają na pola zarezerwowane przez przywódców religijnych dla Boga lub bogów.
Taka medycyna oczywiście musi budzić zazdrość księży, pastorów i proroków. Jest ona dodatkowo niebezpieczna dla religii. Wiara chrześcijańska została zbudowana przede wszystkim na cudach. Cóż pozostanie religii, kiedy te cuda bezpowrotnie utraci?
Nowa medycyna wykorzystująca inżynierię genetyczną, komórki macierzyste, metody zapłodnienia in vitro wydatnie podnosi jakość życia żyjących. Kościół katolicki stoi dziś na czele religijnej krucjaty przeciwko medycynie i nauce realnie poprawiającej jakość życia.
Niedługo po odkryciu komórek macierzystych, kiedy media ogólnoświatowe zachwycały się możliwościami, jakie to daje, badania te potępiła Rada Biskupów Katolickich w USA oraz sam JPII. Możliwość użycia embrionów oczekujących na zniszczenie nazwali "wskazówkami, jak etycznie zniszczyć ludzkie życie".
Metody religijnej walki przeciwko nauce znacznie ewoluowały. Kiedyś wystarczało odwołać się do sprzeczności z Biblią. Teraz rolę tą poczęło pełnić "prawo naturalne", etyka, a przede wszystkim pojęcie "godności". To aktualna maczuga religijnych etyków.
Kościół katolicki niedawno dopiero poczuł się zagrożony ingerowaniem nauki w zarodki. W roku 1974 Watykan ogłosił deklarację "Kwestia dopuszczalności poronienia", w której pisano: "Życie ludzkie wymaga szacunku od chwili, gdy zaczyna się proces tworzenia. Od chwili, gdy jajo zostaje zapłodnione, rozpoczyna się życie." W 1987 r. biskupi odkryli, że embrion jest osobą, i napisali to w instrukcji "Donum vitae".
A co z sytuacją, kiedy rodzi się dziecko z DNA tylko od jednego rodzica? Albo kiedy naukowcy biorą komórki (np. ze skóry), przywracają je do stanu "macierzystego" i aktywują jako embriony? "To by znaczyło ostatecznie, że każda komórka naszego ciała jest potencjalnym dzieckiem" - kombinuje Ted Peters na łamach "The Center for Theology and the Natural Sciences". Chodzi o to, że katolicka animacja nie przewiduje takiego scenariusza: wedle najnowszych teorii, Pan Bóg wkłada duszę, kiedy sperma przeniknie do jajeczka i powstanie zarodek. Wg. Petersa, czekający na rozwiązanie dylemat wygląda następująco: "Jeśli jajeczka mogą być uaktywnione bez zapłodnienia, to czy Bóg wówczas też wkłada nieśmiertelną duszę? Jeśli tak, to kiedy?".
Lepiej więc nie badać. Polscy biskupi, na 344 zebraniu plenarnym Episkopatu Polski, w dniach 17-18 czerwca 2008 roku, powołali specjalny wydział do walki z biotechnologią i nową medycyną - zespół ds. bioetycznych przy Konferencji Episkopatu Polski. No to zapowiada się regularna wojna. Czy jak zwykle polegną w niej zwykli ludzie?
(za FiM)
komentarzy
Poniedziałek [ 7.07.2008, 17:52]
Wszystkie krajowe oraz międzynarodowe prognozy cen podstawowych surowców energetycznych wskazują, że ropa naftowa i gaz ziemny będą drożeć. Światowe złoża są na wyczerpaniu. Technologie produkcji syntetycznej benzyny, np. z węgla, są niezwykle kosztowne. Jednak gdy połączymy w jeden ciąg technologiczny reaktory atomowe, przeróbkę węgla i tradycyjną elektrownię uzyskamy rynkowo najtańsze paliwa i prąd.
Oto zalety energii atomowej:
Po pierwsze do przeszłości odeszły już reaktory wymagające olbrzymich betonowych konstrukcji. Na topie są tak zwane instalacje modułowe. Zmniejszenie rozmiarów nastąpiło w wyniku zmiany systemu chłodzenia oraz wykorzystania toru jako paliwa.
Po drugie wykorzystanie toru umożliwia zamknięcie paliwa w mikrokapsułkach. Próby wykazały, że są one praktycznie niezniszczalne. Te dwie cechy pozwalają na zbudowanie elektrowni na terenie zaludnionym.
Wróćmy do węgla. Paliwa płynne produkuje się wyłącznie z tego kamiennego. Niestety, aby uzyskać rynkową ilość ropy z węgla, musimy do atmosfery wypuścić olbrzymie ilości dwutlenku węgla. To powoduje, że cały biznes przestaje się opłacać, gdyż instalacje jego wyłapywania są piekielnie drogie (ich koszt sięga 4048 proc. wartości inwestycji). Do tego dochodzi niezwykle kosztowna utylizacja.
Na te wszystkie problemy odpowiada modułowy reaktor wysokotemperaturowy chłodzony helem.
Po jego połączeniu z tradycyjną elektrownią jesteśmy w posiadaniu praktycznie bezodpadowej elektrowni oraz gotowej fabryki benzyn. Wszystkie zbędne substancje powstające w toku produkcji takiego zespołu mają być wtórnie wykorzystane.
I tak wodór powstający w toku zasilania reaktora jądrowego, z którym dotąd nie było co zrobić, będzie podstawowym surowcem do produkcji dodatkowego płynnego paliwa, czyli metanolu. Drugim związkiem, który wykorzystamy do jego otrzymania, będzie dwutlenek węgla powstający w toku spalania węgla w tradycyjnej elektrowni. Uwolniony w toku chłodzenia reaktora tlen (z którego wykorzystaniem dotąd też były problemy) wykorzysta elektrownia węglowa w toku spalania tego paliwa. W takiej konfiguracji radykalnie podniesie się jej wydajność i obniży cena produkowanego prądu.
Wszystkie uboczne produkty takiego kombinatu nadają się do dalszego wykorzystania. Możemy wykorzystać popiół do produkcji wysokowytrzymałych betonów, materiałów izolacyjnych, tworzyw sztucznych, farb okrętowych do budowy dróg itp.
Oczywiście, trzeba patrzeć też na koszty inwestycji. To prawda, że cena pierwszego kompleksu może wynieść nawet 44,5 miliarda złotych. Wydatki na pierwszy zespół elektrownia jądrowa plus elektrownia węglowa wraz z zakładami pozyskiwania syntetycznych paliw płynnych w poważnej części może pokryć Unia Europejska w ramach programów badawczych energetyki i ochrony środowiska. W ten sposób ze środków unijnych korzystały wszystkie kraje starej Unii.
Co sądzicie o tym pomyśle?
(Za FiM)
komentarzy
Piątek [20.06.2008, 14:30]
No to teraz już wiemy, kto to jest Bolek. Może również nadeszła pora aby poznać prawdę o drugim tajnym i jak najbardziej świadomym współpracowniku dawnej służby bezpieczeństwa, TW Delegacie. Tak samo, jak w przypadku Bolka, tajemnicą poliszynela jest to, że w roli Delegata występował pewien prałat, miłośnik tytułów i orderów wszelakich, zarządca Św. Brygidy w Gdańsku, ks. Henio. Czy ktoś w końcu rozliczy tego pana?
komentarzy
Środa [18.06.2008, 13:05]
Z Bogiem jest trochę tak jak z UFO: i jedno i drugie zjawisko wydaje się grać z ludźmi w ciuciubabkę. O UFO (i Bogu) słyszymy, że ponoć pojawia się od czasu do czasu tu i ówdzie. Podobno widziały je, choć z daleka, miliony ludzi,
niektórzy z nimi rozmawiali, inni widzieli niezwykłe rzeczy. Podobno są dowody i znaki ich bytności. I mnóstwo, mnóstwo poszlak. A nawet gdyby dowody okazały się nic nie warte, a świadkowie kłamali lub bredzili, to i tak UFO (i Bóg) być muszą, bo tak komuś wyszło w rachunku prawdopodobieństwa. Mało tego, są rzesze doktorów i profesorów gotowych poświadczyć istnienie UFO (i Boga) swoim naukowym autorytetem.
Pomimo tych dowodów i zmasowanej propagandy pozostaje nam wiara, bo UFO (i Boga) tu i teraz ani widu, ani słychu.
(za FiM)
komentarze
Poprzednie » « Następne Oglądasz 1–9 z 9
W związku z wczorajszymi wypocinami niejakiego Mediolana na temat inteligencji (a właściwie jej braku) osób niewierzących postanowiłem przytoczyć fragmenty artykułu p. Mariusza Agnosiewicza, który ukazał się swojego czasu w FiM a dobitnie pokazuje, kto za brak rzeczonej powinien się czerwienić.
"Grupa profesorów z Wielkiej Brytanii i Danii ogłosiła wyniki międzynarodowych badań ukazujących związki religijności, poziomu inteligencji oraz wykształcenia. Pomijając czynniki kulturowe, okazało się, że w krajach bardziej rozmodlonych mieszkańcy mają niższe IQ. Nie dlatego, że ateizm sam w sobie rozwija, lecz dlatego, że kraje religijne tłumią rozwój wiedzy i inteligencji uważa Lynn.
Aż 96,7 proc. członków Royal Society, najbardziej elitarnej brytyjskiej placówki naukowej, to ateiści i agnostycy. W społeczeństwie brytyjskim ateistów i agnostyków jest jedynie 31,5 proc. Amerykanie są bardziej religijni tylko 93 proc. członków amerykańskiego odpowiednika Royal Society to ateiści i agnostycy.
Badanie Lynna objęło analizę 137 krajów i pokazało związek między religijnością a inteligencją. Im mniej inteligentni mieszkańcy danego kraju, tym bardziej rozmodleni. W pierwszych 69 krajach, gdzie mieszkańcy najsłabiej wypadają w testach na inteligencję (od 64 do 86 pkt), odsetek niewierzących wynosi średnio 1,95. W następnych 68 krajach o najwyższych wynikach testów na inteligencję (od 87 do 108 pkt) odsetek niewierzących wynosi 16,99.
Historyk idei Paul K. Conkin pisał: W dzisiejszych czasach im wyższe ktoś ma wykształcenie lub lepsze wyniki testów inteligencji bądź osiągnięć akademickich, tym mniej prawdopodobne, że jest on chrześcijaninem. W jakiejś przynajmniej części potwierdza to więc opinię Giordana Bruna, że religia jest uproszczoną wersją filozofii dla mas.
Gdyby papieże nie znali tej prawdy oczywistej, nie przestrzegaliby przed samodzielnym myśleniem. Tak jak Leon XIII, który w encyklice Tametsi futura prospicientibus z l listopada 1900 roku nakazuje wiernym: Niech będzie to rzeczą pewną, że w życiu chrześcijańskim umysł powinien się poddać całkowicie i dogłębnie autorytetowi Bożemu. A jeżeli w tym poddaniu rozumu autorytetowi duma umysłu, która posiada w nas taką siłę, odczuwa przymus i cierpi z tego powodu, to wynika stąd tym bardziej, że chrześcijanin powinien uginać się nie tylko w pokorze woli, ale również w wielkiej pokorze umysłu (...), a więc rozum nasz powinien, pokornie i wiernie, uginać się w posłuszeństwie Chrystusowi do tego stopnia, aby uważać się za niewolnicę wobec jego boskości i władzy.
(...) Polska ze swoją dewocyjną religijnością nie zdobędzie niestety wyróżnienia ani w konkursie moralności, ani inteligencji, ani też wiedzy i nauki. Inne badanie Human Development Report 2004 ukazywało odsetek półanalfabetów w rozwiniętych krajach. Mianem półanalfabetów w rankingu tym określeni zostali ludzie, którzy wprawdzie potrafią czytać i pisać, ale nie przekłada się to na umiejętność praktycznego tego zastosowania: mają duże problemy ze zrozumieniem tekstu, mogą mieć problemy np. ze zrozumieniem zwykłych instrukcji sprzętów AGD. Według danych OECD, wypadamy tutaj przerażająco niemal połowa społeczeństwa polskiego to półanalfabeci (42,6 proc.; dla porównania: Szwecja 7,5 proc., Norwegia 8,5 proc., Dania 9,6 proc., Holandia 10,5 proc., Niemcy 14,4 proc., Czechy 15,7 proc.), czyli ludzie zupełnie nieprzystosowani do społeczeństwa informacyjnego. Skala alfabetyzacji została w tych statystykach podzielona na 5 poziomów. I poziom półanalfabeci; II poziom mają duże problemy z czytaniem ze zrozumieniem (35 proc. społeczeństwa polskiego); III poziom miewają problemy
z czytaniem ze zrozumieniem (20 proc. Polaków); IV/V poziom potrafią biegle czytać ze zrozumieniem nawet skomplikowane teksty (jedynie 3 proc. Polaków! Dla porównania na tym poziomie jest 21 proc. Amerykanów i aż 32 proc. Szwedów).
(...) W obliczu tak wysokich wskaźników półanalfabetyzmu i faktu, że polskie społeczeństwo nie czyta, a jak czyta, to bardzo często nie rozumie mniej dziwi nas, że w Europie dzierżymy wątpliwą palmę pierwszeństwa w bezrefleksyjnej religijności i łatwości ulegania kultom jednostki. Ponury ten fakt cynicznie prezentowany jest jako rzekomy skarb duchowy narodu. Problem w tym, że po oświeceniowej dewaluacji stał się on balastem utrudniającym rozwój społeczny.
Cóż warte jest to nasze modlenie, skoro nie jesteśmy lepsi niż ci, którzy tego nie praktykują? Na szczęście coraz więcej Polaków ma okazję doświadczyć różnic między Polską oraz bezbożnymi krajami Zachodu. Wielu z nich zaczyna dostrzegać, że nasza religijność nic nie daje."